Skuteczna polityka i bezpieczeństwo informacyjne

Jak dziś skutecznie prowadzić politykę informacyjną? Paradoksalnie, w dobie masowego przepływu treści, dyferencjacja w zakresie źródeł i form ich czerpania stanowi wielkie wyzwanie


Dynamiczny i niekontrolowany rozwój mediów buduje wielobiegunowe społeczeństwo. Jak w takiej sytuacji stworzyć mianownik między tym, jakie informacje, w jakiej formie i skąd czerpiemy, a tym samym – jak skutecznie realizować strategiczne założenia komunikacji? Jak budować bezpieczeństwo informacyjne?

 

Gen. Koziej: Infosfera nie jest czymś nowym w życiu człowieka, z pewnością to co jest nowe i to co zrewolucjonizowało jej charakter to nowa technologia. Digital, jako jedna z przestrzeni szeroko rozumianej komunikacji oraz obszar bezpieczeństwa informacyjnego, zweryfikował tradycyjne myślenie o relacjach między ludźmi i społeczeństwami. Cyfrowa przestrzeń komunikacji między ludźmi jest wszędzie wokół nas, niemalże jak powietrze – jest środowiskiem, może być bronią i instrumentem. Zorganizowanie się do życia we współczesnej, tak funkcjonującej infosferze i opanowanie nowej jakości informacji to jedno z najważniejszych wyzwań przed jakim stoją organizacje.

 

Dzisiejszy świat informacji to praktyczne wyzwanie zarówno dla jednostek i społeczeństw, jak i w dużej mierze generator problemów dla analiz naukowych, ponieważ cały czas jesteśmy na etapie odkrywania. Praktycy często nie są w stanie zidentyfikować dobrze zjawiska; patrzą przede wszystkim czysto utylitarnie. W tym wypadku, z punktu widzenia bezpieczeństwa w infosferze. Jak to zracjonalizować? Trzeba zastosować dobrze sprawdzone metody cyklu strategicznego. Po pierwsze, dobrze zdefiniować interesy i  wyznaczyć cele operujących w nim podmiotów. Po drugie, dobrze zrozumieć środowisko informacyjne; jego ryzyka i szanse. Następnie przyjąć koncepcje działania, czyli sposoby osiągania celów. I na końcu, co bardzo ważne, określić jakie mamy i jakie potrzebne są narzędzia, możliwości, czas i środki.

 

Jeśli chcemy mówić o zbudowaniu dobrego systemu bezpieczeństwa informacyjnego, trzeba najpierw stworzyć doktrynę na najwyższym stopniu uogólnienia, a dopiero później szukać możliwości jej wdrożenia zarówno w wymiarze operacyjnym, jak i przygotowawczym (preparacyjnym). Odwołam się do tego, co zrobiliśmy w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego (BBN), pracując nad doktryną bezpieczeństwa informacyjnego Polski. Podobnie jak w programach rozwojowych, tworzymy struktury i korzystamy z wielu zasobów. Wszyscy odczuwamy intuicyjnie i na konkretnych przykładach, że bezpieczeństwo w inosfezre, a w tym bezpieczeństwo samej infosfery (zwłaszcza jej wymiaru technologicznego, w tym np. cyberprzestrzeni) to poważne wyzwanie, wymagające uporządkowania. Zagrożenie dla Polski, obywateli i podmiotów prywatnych istnieje bez przerwy, a wręcz stale się nasila. W nowych uwarunkowaniach zawsze w pierwszej kolejności dają o sobie znać nie tyle korzyści, co ryzyka. Dlatego podstawowa sprawa to uświadomienie sobie, że ci, którzy odpowiadają za życie publiczne, muszą metodycznie podejść do zagwarantowania bezpieczeństwa. Dziś to wszystko wygląda, jakby było pozostawione samemu sobie.

 

W szumie informacyjnym organizacje zabiegały o uwagę odbiorców; dziś działania na rzecz bezpieczeństwa informacyjnego przenoszą się na zupełnie inny poziom. Wyzwaniem staje się znalezienie balansu między zapewnieniem bezpieczeństwa, a uwzględnieniem praw jednostek i poszanowaniem prawa do wolności słowa oraz prywatności. Jak sprostać takim wyzwaniom?

 

To jest kluczowe i znowu klasyczne pytanie związane z bezpieczeństwem. W istocie rzeczy Państwo,  a tak naprawdę każdy decydent na różnych poziomach, zawsze stoją przed pytaniem i potrzebą znalezienia balansu między dwoma biegunami. Im bardziej, jako społeczeństwo, chcemy korzystać z przestrzeni informacyjnej, tym bardziej się narażamy. To podobne do klasycznego problemu, jak znaleźć balans między np. wolnością i bezpieczeństwem lub między inwestowaniem w obronność, a rozwojem innowacyjności. Jedno nie może dziać się kosztem drugiego. W tej materii mieliśmy np. problem z ACTA; ludzie pokazali, że nie przyjmują ograniczeń, które były elementem propozycji. Pojedynczy człowiek często nie zdaje sobie sprawy ze skali zagrożenia i granicy bezpieczeństwa, dopiero gdy coś go dotknie, to pojawia się refleksja. Miarą skuteczności dla organizatora życia społecznego jest znalezienie balansu. Widzimy, jak Unia Europejska boryka się z wyzwaniem uregulowania sfer wolności i bezpieczeństwa. Wymagające podkreślenia jest to, że jesteśmy dopiero w początkowej fazie zachłyśnięcia się zjawiskiem. Uczymy się i budujemy zrozumienie, jak się optymalnie zorganizować w nowoczesnym świecie informacji. To decydenci powinni wykazać się z jednej strony strategicznym podejściem uwzględniającym perspektywiczne potrzeby bezpieczeństwa, a z drugiej umiejętnością bieżącego (operacyjnego)  działania tak, aby nie zrazić ludzi do koniecznych rozwiązań. Trzeba to robić w procesie ciągłego, mądrego dialogu.

 

Z drugiej strony, jak zatem zorganizować przestrzeń między efektywną ochroną interesów państwa, a nie zaburzaniem procesów rynkowych, tak ważnych dla działania biznesu? Jaka jest przestrzeń do współdziałania państwa z sektorem prywatnym i jaką rolę może odgrywać polityka społeczna w zakresie dobrych praktyk? Jak zaangażować organizacje niepaństwowe, prywatne, społeczne czy obywateli indywidualnie?

 

Bezpieczeństwo w infosferze tym się różni od pozostałych rodzajów bezpieczeństwa, że występuje w nim bezwzględna konieczność ścisłej współpracy Państwa, sektora prywatnego i obywateli. Bez sprzężenia tych elementów, nie da się zbudować dobrego systemu bezpieczeństwa informacyjnego. To jest to co odróżnia przypadek bezpieczeństwa informacyjnego od bezpieczeństwa militarnego. Państwo ma przecież monopol na przemoc, a w przypadku infosfery podstawą jest wypracowanie właściwej metody koordynacji działań między trzema stronami – biznesem, państwem i obywatelami. W tradycyjnych dziedzinach bezpieczeństwa jest z reguły prościej, ponieważ państwo jest tam dominantę i wszystko może działać nakazowo. Jest decyzja i finansowanie, a następnie sprawy się dzieją. Jeśli mamy do czynienia z niezależnymi podmiotami, to podejście dyrektywne nie działa. Trzeba więc stworzyć model koordynacji, której gospodarzem jest Państwo, ale współpracuje z pozostałymi podmiotami. W Biurze Bezpieczeństwa Narodowego organizowaliśmy wiele takich spotkań z niezależnymi podmiotami. Najprostszy sposób to przedstawienie wzajemnych ofert: jakie strony widzą problemy, potrzeby, co mogą zaoferować, czego oczekują? Trzeba stworzyć przestrzeń; styk, którym będzie platforma do angażowania w dialog – taki spójny system, który musi koordynować państwo. To, czego nie ma dziś w rządzie, to centralny punkt odpowiedzialny za koordynację szeroko rozumianego bezpieczeństwa: na wszystkich poziomach państwa i we wszystkich jego sektorach oraz w przestrzeniach transsektorowych. Dziś cały system podzielony jest na resorty i sektory, często autonomiczne kompetencje, a to o czym rozmawiamy, czyli bezpieczeństwo informacyjne, ma charakter trans-sektorowy; przenika wiele dyscyplin. Potrzebna jest instytucja w rządzie (np. w Strategicznym Przeglądzie Bezpieczeństwa Narodowego rekomendowaliśmy powołanie kolegialnego Rządowego Komitetu Bezpieczeństwa Narodowego z obsługującym go etatowym ponadresortowym Rządowym Centrum Bezpieczeństwa Narodowego) która będzie koordynowała podejmowanie i realizację takich ponadsektorowych zadań. Doktryna, którą przygotowaliśmy dla Polski sygnalizuje, że jest to jedno z głównych wyzwań.

 

W dobie nowych zagrożeń informacyjnych, jak wysoko należy oceniać ryzyko operacji mających na celu wpływanie na emocje, motywacje i obiektywne  rozumowanie organizacji lub grup i osób będących celami tych operacji? Jak organizacje mogą się chronić przed tym wpływem?

 

Dziś bardzo widoczne są skutki wojen informacyjnych, które wykorzystują dezinformację, psychologiczne oddziaływanie i inne. Nieprzypadkowo został stworzony termin wojny hybrydowej, który podkreśla nowy wymiar we współczesnych konfliktach. Widać, jak Rosja świadomie kieruje swoją polityką informacyjną, jak stara się wpływać na rzeczywistość, wykorzystuje tzw. „pożytecznych idiotów” i na swój sposób dominuje w tej przestrzeni. W czasach szybkiej informacji nie trzeba wystawiać armat; zastępują je salwy informacyjne. Jak uodpornić się na takie działania? Najprościej, należy budować wiedzę, nie tylko wysublimowaną na poziomie ekspertów, ale też prostą, na poziomie każdego obywatela. Ukierunkowanie, upowszechnianie wiedzy, tworzenie systemów edukacji na rzecz bezpieczeństwa, również informacyjnego, jest niezbędne. Poczynając od szkół niższego szczebla, a na uczelniach kończąc. Włączenie i zagospodarowanie podmiotów prywatnych, by w swoim otoczeniu nie były bierne. Konferencje, debaty, szkolenia, to jest dziś bezwzględnie konieczne. Jeśli wiedza będzie powszechna, to powszechna będzie też odporność. Im mniejszy jest próg wiedzy, tym łatwiej manipulować nie tylko pojedynczymi osobami, ale całymi społecznościami i narodami. Jeśli zatem klucz leży w wiedzy, to w sensie organizacyjnym wyzwaniem jest upowszechnianie tej wiedzy. W bardzo podobny sposób wszystko działa w organizmach biznesowych – tam również wiedza pozwala skutecznie działać na rynku informacyjnym.

Prof. dr hab. Stanisław Koziej – generał brygady w stanie spoczynku, profesor w Uczelni Łazarskiego oraz Akademii Obrony Narodowej w Warszawie. Wieloletni szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego (2010-2015). Wcześniej, podsekretarz stanu w Ministerstwie Obrony Narodowej, doradca Rzecznika Praw Obywatelskich, doradca Ministra Obrony Narodowej, dyrektor Departamentu Systemu Obronnego.

 

MS

Michał Szapiro